Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
myfuckingreality
17:12
O blaskach i cieniach macierzyństwa/rodzicielstwa można przeczytać w wielu miejscach, a o byciu bezdzietnym i szczęśliwym słyszy się bardzo rzadko. Raczej nie dlatego, że takie pary się nie zdarzają. Po prostu to jest temat tabu. Niewygodny, wstydliwy, budzący gorące emocje.

To, że o bezdzietności mówi się rzadko, a jeśli już, to jedynie w kontekście „tak bardzo chcę mieć dziecko, ale nie mogę”, sprawia, że jednoznacznie kojarzy się ona negatywnie. Kobieta, która nie może mieć dzieci (być biologiczną matką), a chciałaby, czuje się często napiętnowana, niespełniona, jałowa, niepotrzebna. Natomiast ta, która dzieci nie ma, bo nie chce, uważana jest za wybryk natury. Zła baba. Jak to, nie chce, co znaczy nie chce, przecież do tego została stworzona.

Skoro ustaliliśmy, że mówić o tym trzeba, przejdźmy do konkretów. Dlaczego nie chciałam zostać matką? Po pierwsze i najważniejsze: nie lubię dzieci. Męczą mnie i irytują, zwłaszcza w większej masie. To, że ich nie lubię, uświadomiłam sobie mniej więcej w tym samym czasie, gdy sama dzieckiem być przestałam, jako dorastająca panienka. Z czasem coraz bardziej się w tym przekonaniu utwierdzałam. Wniosek był prosty: skoro nie lubię dzieci, nie powinnam ich mieć.

Nie marzyłam o macierzyństwie. Nigdy nie zachwycały mnie bobasy, nie rozczulałam się nad kołyskami i wózkami, nie włącza mi się nigdy tryb „tiu, tiu, a cije to nuzie, a cio to takie ślićne?”. Chcesz sprawić mi przykrość? Zaproponuj mi potrzymanie niemowlęcia na rękach. I tak odmówię.

Jako młoda osoba myślałam oczywiście, że jestem jedyną kobietą na świecie, która dzieci nie lubi i mieć nie chce. Czyli dziwadłem. Jeszcze jeden powód, by czuć się odmieńcem. Od czasu do czasu spotykałam jednak na swojej życiowej drodze kobiety, które myślały i czuły podobnie jak ja. Takie, które dzieci lubią, ale z racji okoliczności życiowych matkami nie zostały i czują się z tym całkiem dobrze. Takie, które mają dzieci, ale mają odwagę powiedzieć, że wprawdzie kochają je nad życie, gdyby mogły cofnąć czas, wolałby z macierzyństwa zrezygnować. Znam kobietę, która dzieci mieć nie chciała, matką została przypadkowo, bo zawiodła antykoncepcja, syna urodziła, wychowała na świetnego chłopaka i bardzo go kocha, ale nie kryła nigdy przede mną, że nie jest całą tą sytuacją zachwycona. Wolałaby matką nie być.

Jestem przekonana, że nie każdy dzieci mieć musi. Co więcej, nie każdy mieć je powinien. Spotkałam wiele osób, które są fatalnymi i sfrustrowanymi rodzicami, a na dodatek wydają się nimi być wbrew własnej woli. Bo tak trzeba, bo przecież kobieta = matka, bo co to za małżeństwo bez dzieci, bo dzieci nadają życiu sens... Co gorsza, spotykam dorosłych, którzy mówią: „moi rodzice nigdy nie powinni mieć dzieci”, bo zostali przez nich skrzywdzeni, nie czuli się kochani, byli zaniedbywani i pozostawiani sami sobie. Wydaje mi się, że zbyt często decyzja o rodzicielstwie właściwie nie jest podejmowana, lecz podejmuje się sama. Pozostawia się ją przypadkowi albo poddaje naciskom otoczenia.
Reposted byjustfeel justfeel

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl